Niewiele jest rzeczy bardziej dodających ludziom odwagi w życiu niż świadomość, że są jedną z tych osób, które posiadły zdolność przekucia trudnych sytuacji w bodziec, żeby stać się kimś lepszym.
Zakładam, że i ty doświadczyłeś trudnych sytuacji. Oczywiście zakładam także, że skoro doświadczasz trudności, masz jakiś plan działania, by je rozwiązać. A także – co powinno być dla ciebie równie oczywiste – że jesteś na tyle zdyscyplinowany, by tego planu trzymać, zwłaszcza w takich chwilach, gdy czujesz, że ziemia usuwa ci się spod stóp.
Jeżeli masz tendencję do reagowania na trudne sytuacje tak jak kiedyś ja, to znaczy, że zapominasz o robieniu rzeczy, które podtrzymują twoje zaangażowanie i motywację, po czym zaczynasz robić coś, o czym wiesz, że ci nie służy to wpadasz w morderczą spiralę upadku.
A gdybyś kiedyś w przyszłości, gdy dopadną cię te same leki, wątpliwości, stres, zamiast chylić się ku bolesnemu upadkowi, był zdolny jeszcze bardziej się zaangażować w praktyki, które podtrzymują twoją energię, motywację i pomagają ci skupić się na celu?
Gdybyś zamiast tracić po raz kolejny kontrolę nad swoim życiem, był w stanie wznosić się na kolejne, coraz wyższe poziomy? A także, gdybyś miał świadomość, że jesteś takim człowiekiem, który nie tylko potrafi sobie poradzić ze wszystkim, co życie stawia mu na drodze, ale wręcz staje się silniejszy z każdą napotkaną przeszkodą? Umiejętność korzystania z algorytmu „im gorzej się czuję, tym silniejsze jest moje zaangażowanie w realizację swojego planu” sprawia, że doświadczenie serii naprawdę dobrych dni to prawdziwa rzadkość.
To zadziwiające, jak szybko możemy odzyskać równowagę, wykuwając jednocześnie ufność we własne siły, która czyni nas niezwyciężonymi. To najmądrzejsza rzecz, jaką możesz zrobić, kiedy życie wiruje dookoła tak mocno, że zaczyna ci się kręcić w głowie: skupić się na sobie i robić po prostu te rzeczy, o których wiesz, że jesteś w stanie zrobić.
Kiedy (nieuchronnie) otrzymasz od życia nokautujący cios i/lub zaczniesz wirować wokół własnej osi, zmień to w grę, by przekonać się, jak szybko potrafisz odzyskać równowagę ducha. Kiedy robisz to dobrze, jest to gra o wielką stawkę. Bezruch przyciąga jak magnes, przypomina solidną, organiczną bryłę. Życie objawia się w działaniu.
Jeśli nie oglądasz rozwijających programów, nie bierzesz udziału w prelekcjach, odczytach i wykładach, nie uczestniczysz w kołach naukowych, grupach rozwojowych – stoisz w miejscu. A jeśli stoisz – to właściwie już się cofnąłeś, bo przecież wszyscy inni się rozwijają.
To powszechne przekonanie o przymusie rozwoju osobistego wielu ludziom napytało biedy. Dziś w modzie jest mieć swojego coacha, brać udział w szkoleniach, warsztatach, projektach rozwojowych. Nie będę sobie strzelać samobójczej bramki: rozwój ma sens. Pod jednym wszakże warunkiem, że do czegoś prowadzi. Jeśli ni, jest wydumką, fanaberią, czasoumilaczem.
Pół biedy, jeśli te wszystkie „rozwijacze” cię cieszą, fascynują, ekscytują, wyciszają, dają więcej niż zabierają, wtedy droga wolna – rozwijaj się. Problem zaczyna się wtedy, jeśli okazuje się, że ani to nie jest pomocne, ani zabawne, nie jest nawet ciekawe, a dodatkowo zabiera czas i energię.
Po kolejnym nudnym wykładzie mamy czasami głowę pełną pustych sloganów, które nijak się mają do naszego życia, ale wspomnienie gromkich braw dla prelegenta wzbudza wewnętrzny dysonans i pytanie: „A może to ze mną jest coś nie tak?”. To pytanie to mała czerwona lampka, która sygnalizuje nam, że może to co ma nas rozwijać, niekoniecznie temu służy.
Kolejna czerwona lampka powinna nam się zapalić, gdy spojrzymy w kalendarz i okazuje się, że albo pracujemy, albo studiujemy, a w międzyczasie się rozwijamy. Czasu wolnego brak. Relaksujemy się w drodze „do” i „z” czyli w praktyce w zatłoczonym autobusie, albo w samochodzie w korku, a ostatni raz wyspaliśmy się na urlopie. Po czym więc poznać, że wybrana forma rozwoju osobistego lub zawodowego nam służy?
Jednym z wskaźników, które powinien być spełniony w trakcie wartościowego i satysfakcjonującego dla nas rozwoju osobistego bądź zawodowego jest uczucie flow. Flow to moment, w którym czujemy niesamowitą koncentrację i jesteśmy w szczycie własnych możliwości bez żadnego wysiłku i kontroli. Flow to radosny stan, kiedy czujemy się porwani tematem, nad którym pracujemy, którego słuchamy, jednocześnie tracąc poczucie czasu, zmęczenia i zapominając o istniejących problemach. Każdy z nas choć raz w życiu doświadczył tego uczucia. Flow to także wewnętrzna informacja zwrotna o tym czy coś nas kręci i wciąga, o tym co jest dla nas odpowiednie.
Dlatego też, jeśli spędzasz długie godziny na kursie, który podobno ma Ci pomóc odkryć prawdziwego siebie, a Ty na samą myśl, że masz tam pójść, stajesz się apatyczny i nic Ci się nie chce – to znak, że może to nie jest to, czego tak naprawdę potrzebujesz. Może warto zwrócić się w inną stronę, by znaleźć sposób, który nie tylko będzie Cię rozwijał, ale także cieszył i ładował wewnętrzne baterie.
A jeśli nie znajdziesz niczego takiego i ogarnie Cię przerażenie, że jeśli nie będziesz się rozwijać to na pewno się cofniesz, to pamiętaj, że czasem trzeba się cofnąć, żeby pójść naprzód.