Wywiad z charyzmatycznym menedżerem

TAM: Kiedy poczułeś, że masz w sobie to coś, co pozwolisz, że ostrożnie nazwę charyzmą?

Menedżer: Ja swoją charyzmę odkryłem na studiach. Musiałem przemówić do bardzo dużej grupy ludzi, którzy tak naprawdę przyszli nastawieni na nudne przemówienie, czyli na to, że się wyłączą. Gdy mam do czynienia z ludźmi – zawsze staram się pamiętać, że oni nie zakładają, iż usłyszą to, co chcieliby usłyszeć, tylko, że ja mam powiedzieć to, co chcę im powiedzieć w taki sposób, by zapamiętali.

Spojrzałem wtedy na salę pełną ludzi… bałem się, ale wiedziałem, że już uciec nie mogę.
Więc powiedziałem. I tę charyzmę poczułem wtedy, bo gdy mówiłem, to wszyscy tak cicho słuchali, że słychać było brzęczenie przelatującej muchy.

TAM: Co robisz, aby ludzie Ciebie słuchali?

Menedżer: Ja zakładam, że ludzie rzadko słuchają, trzeba ich do tego skłonić. Jeśli tego nie zrobię, to usłyszą tylko 1/1000 z tego, co mam im do powiedzenia. Więc co robić? Wczuć się w słuchacza. Postarać się przewidzieć, co myśli, co czuje – czego oczekuje…. i go zaskoczyć. Czytać człowieka – po prostu wyczuwać go. Kiedy „ czujesz go” – działasz jak po sznurku. Nie ma wtedy nikogo, kto nie będzie słuchał ze skupieniem.

TAM: Co dokładnie robisz, gdy stosujesz tę swoją umiejętność/zdolność?

Menedżer: Wszystkie moje zmysły są wtedy nastawione na odbiór człowieka, nawet na najdrobniejszy jego gest, na rozszerzone źrenice, na patrzenie w bok lub na mnie. Jak zamykam oczy czuję nawet tłum ludzi – automatycznie wybieram parę osób z tłumu i obserwuję reakcję.

Nigdy nie zapomnę, jak kiedyś miałem prezentację dla wszystkich dyrektorów w firmie X. Wiedząc, że niewiele zrozumieją z mojego wystąpienia, patrzyłem na nich i wybierałem z prezentacji te rzeczy, które były ciekawe, których się nie spodziewali. Przekonywałem do swoich pomysłów mówiąc pewnym głosem, bez cienia wątpliwości, patrząc odważnie w oczy Radzie Nadzorczej, Prezesom, Dyrektorom i widziałem, że nawet nie rozumiejąc, zdobywali z momentu na moment pewność, że mój pomysł – to dobry pomysł.
Bo ja sam siebie wcześniej do niego przekonałem, bo przeliczyłem wszystkie dane, sprawdziłem jego wady i zalety, ryzyka. Po prostu byłem „obkuty”, pewny swej wiedzy i danych. I tę pewność im pokazałem tak, że uwierzyli.

TAM: Po co stosujesz tę swoją umiejętność charyzmy? Co jest w tym ważnego?

Menadżer: By osiągnąć cel. Masz cel i masz różne ścieżki do jego osiągnięcia. Sam cel jest ważny – nie ty, czy ktokolwiek, ani ścieżki do celu, ale cel i jego osiągnięcie.
Waga celu daje siłę – a siła nie polega na niekompetencji, unoszeniu się, stosowaniu manipulacji.Podam ci przykład:

Kiedyś byłem na mszy w górach. Pełno górali i turystów- był upał. Nagle przede mną zemdlała dziewczyna. Ludzi krzyczą: „Lekarza!!!”, ale ja widzę, że dziewczyna nie oddycha. Chwyciłem ją, wyciągnąłem na powietrze. Za mną wyszło parę góralek. Jednej wydałem polecenie: ma trzymać dziewczynie nogi wysoko. Powiedziałem to głosem nieznoszącym sprzeciwu, pewnym i spokojnym. Góralka potulnie chwyciła dziewczynę leżącą na trawie, za nogi. Ja sprawdziłem puls – zanikał. Rozerwałem jej bluzkę – rozpiąłem biustonosz. Widziałem, ze ciekawscy patrzyli, co robię. Kazałem im odejść. Odeszli. Zacząłem sztuczne oddychanie. 3 uciski na mostek, jeden wdech i tak aż do chwili, kiedy dziewczyna otworzyła oczy. Zakryłem jej piersi, powiedziałem góralkom, by ją wachlowały. Nabiegł lekarz. Już nic nie musiał robić. Wstałem i wróciłem do kościoła.
Miałem cel – życie dziewczyny. I wiedziałem, co robić – znałem się na tym. Nie musiałem panikować. Byłem spokojny i stanowczy. I to samo egzekwowałem to od każdego, kto był w pobliżu. Ludzie widzieli – że może ratuję dziewczynie życie i nie wiedząc, co robić – zaufali mi. Poczuli siłę mojego autorytetu, wiedzy, którą posiadałem. Cel został osiągnięty.

Widzisz, sama w pytaniach zadajesz pytanie o cel. Pamiętaj – cel musi mieć swą wagę, a ty musisz znać wyjście. Inni, mądrzejsi od Ciebie mogą tego nie wiedzieć. A ty wiesz. Jeśli nie wiesz a udajesz, manipulujesz, cwaniakujesz – nie będziesz miała charyzmy.
Ale jeśli wiesz, jeśli siebie przekonałaś, jeśli wiesz, jak to zrobić – rób to.

TAM: Co jest sygnałem powodzenia?

Menedżer: Akceptacja tych, którzy Cię słuchają.Kiedy mówiłem do ludzi, jak wspomniałem, można było usłyszeć muchę. Ludzie patrzyli na mnie. Czułem, że mówię o rzeczach, o których nikt im w ten sposób wcześniej nie mówił, albo w ogóle nie mówił.

Mówiłem o rzeczach, w które wierzyłem. I na tym polega charyzma, aby nie mówić pustych słów, ale mówić, przekonywać, będąc przekonanym. Wzbudzać wiarę pokazując, że samemu się jest pewnym. A będziesz pewna – jeśli sama siebie przekonasz. Nie wmówisz sobie, ale sama siebie przekonasz.

TAM: Po czym poznajesz, że osiągnąłeś swój cel?

Menedżer: Mam tę pewność, jak widzę, że nawet wtedy, gdy odejdę z firmy, a ludzie mi uwierzyli, idą drogą, jaką wyznaczyłem. Wrócę do przykładu z firmą X .
Po prezentacji podeszli do mnie Prezesi i powiedzieli: „Doskonała przemowa i prezentacja. Nie zdawaliśmy sobie sprawy, że to takie proste. Dziękujemy”. Pół roku później, gdy już pracowałem w innej firmie, przeczytałem w gazetach, że to, do czego ich wtedy przekonałem – nadal realizują.

Ja mam satysfakcję, że akcje X poszły w górę, że firma się rozwija, zyski wzrastają, że ja kiedyś przekonując siebie, przekonałem innych. Ja osiągnąłem swój własny cel.
A jeśli ja go osiągnąłem, to inni, idąc moją drogą, też go osiągną – przecież jestem jednym z nich. To, co mnie różni od nich, to tylko to, że ja musiałem wcześniej sam siebie przekonać. Byłem takim „poligonem doświadczalnym”. A kiedy już zobaczyłem, że mogę siebie przekonać, wiedziałem jak przekonać innych. A siłą moich argumentów była siła celu.

Jest taka metoda, w tekwoondo. Kiedy ktoś cię pcha, chwyć go i daj się popychać. Ty
wiesz, że upadniesz, ale przeciwnik tego się nie spodziewa – pcha Cię z całą siłą, by Cię przewrócić, a ty robisz coś, czego się nie przewidział – dajesz się popychać. Padając, chwytasz go, ciągniesz na siebie, on przelatuje nad tobą, a ty padasz bezpiecznie na plecy. On leży zaskoczony – ty wstajesz i jesteś nad nim. To samo robi się, kiedy on cię ciągnie. Liczy, że ty się oprzesz. Nie liczy na to, że dasz się pociągnąć. To się nazywa wykorzystaniem siły przeciwnika.

Jeśli ktoś jest negatywnie nastawiony do ciebie i do tego, co powiesz, powiedz mu, że to wiesz. Nie jest ważne, co on sobie o tobie myśli, czy cię lubi, czy nie, ważniejszy jest cel, zadanie, jakie masz wykonać.

Wtedy zyskujesz szacunek – bo uznajesz niechęć, wrogość przeciwnika i szanujesz go, mówiąc mu o tym. A on wie, że to, co robisz, do czego dążysz nie ma nic wspólnego z tym, czy ty go nie lubisz, czy lubisz, ale dlatego, że wykonujesz swoje zadanie, dążysz z przeciwnikiem do tego samego celu. I wtedy zaczynają cię słuchać.

Jeżeli chcesz się ze mną skontaktować w sprawie warsztatów i szkoleń, proszę napisz do mnie. Proszę o kontakt mailowy także w sprawie indywidualnych sesji coachingowych.