„Kampania wyborcza od A do Z”, cz. 2

JB: Powiedz więcej o tych sposobach i środkach, żeby ci którzy do tej pory nie pracowali z konsultantami i doradcami usłyszeli więcej. Być może to jest szansa na promocję tego rodzaju działań. Bardzo mi zależy na tym, by jak największa ilość kandydatów, tych którzy chcą być naszymi reprezentantami, korzystała i wiedziała jak wygląda taka praca przed, ale także jak można z tego skorzystać zaraz po ogłoszeniu wyników.

 TB: Powiem ci z jaką skalą trudności mierzymy się w czasie naszych działań, czy podczas współpracy. Ta diagnoza o której wspominam daje mi okazję, żeby wdrożyć program naprawczy. A do czego on się sprowadza?

Wyobrażam sobie, że wszystko jedno czy będziemy mówić o politykach, czy o liderach, czy o menadżerach – to ta sama kategoria. Każdy z nich powinien umieć mówić i rozmawiać. Powinien stać stabilnie na obydwu nogach, bo jak stoi na jednej nodze to się niestety męczy. Albo może się jakoś potknąć.

Uczę ich mówić w sposób atrakcyjny – przekaz jednostronny, monolog, ale uczę ich też dyskutowania, reakcji na polemikę, debatę. Uczę odpowiadania na pytania które padły nie wprost, albo na trudne pytania na które nie ma odpowiedzi. Co zaś się tyczy atrakcyjnej formy, to kiedy przyglądam się swoim klientom to filtruję ich przez swoje umowne kategorie. Jest ich bardzo dużo.

Ale na początek sprawdzam jak stoją. Bo mówiąc językiem pewnego obrazu filmowego „bo stać trzeba umić”. Tak jak trzeba „umić się ruszać”. Bo ruch sceniczny w sytuacji dużych spotkań z wyborcami jest naturalnym atrybutem każdego polityka. Powinien świadomie przemierzać przestrzeń medialną. Koncentrujemy się oczywiście na gestykulacji bo gesty są naturalnym atrybutem każdego lidera. Dzięki temu możemy przekazać dużo więcej niż wynika z analizy słów.

Nie uwierzysz, badania dowodzą, że słowa przynajmniej na początkowym etapie znajomości są ważne na około 7 procent. Wiesz, że 38 procent to wszystko co jest dookoła słów? A reszta to język ciała! My jesteśmy wszyscy biologiczni, jesteśmy zwierzętami. Możemy powiedzieć, że jesteśmy zwierzętami politycznymi albo zwierzętami medialnymi.

Potem koncentruję się na tym w jaki sposób stosują strategiczną pauzę, która mówi więcej niż słowa. Dbam, żeby ich przekaz językowy był piękny. Idę na wojnę z między słówkami, które są szumem informacyjnym i niepotrzebnym brudem w świecie mediów. Rozmawiamy także o kontakcie wzrokowym – do tego się sprowadza elementarz treningu medialnego.

JB: Skoro ważniejszy jest obraz i my wyborcy zapamiętujemy bardziej znaczenie naszych gestów, mimikę twarzy, to jak się ruszamy i ubieramy, gestykulujemy niż treść, to jak pracujesz nad tą treścią?

 TB: Z treścią jest tak, że to samo powiedziane do dwóch różnych osób znaczy coś innego. Zwłaszcza to samo powiedziane innym tonem głosu. Mogę powiedzieć – bardzo cię Jacku przepraszam. A mogę powiedzieć też, Jacku – przepraszam. Co zabrzmiało dużo bardziej wiarygodnie. Ale mogę też powiedzieć, przepraszam Jacku! I to nie będzie to samo przepraszam. Ja mogę nadać słowu pewne znaczenie. Powiem więcej, to samo mogę powiedzieć różnymi słowami. Zobacz jak wielkie znaczenie ma umiejętność pozytywnego przeformułowania. Wyborcy nie spotykają się z politykiem, żeby dowiedzieć się czego on nie może, na czym się nie zna, czego nie potrafi – to nie jest atrakcyjne.

JB: A po co spotykają się wyborcy z politykiem?

TB: Chyba po to, by usłyszeć jak są ważni dla niego, na co mogą mieć wpływ, co mogą zrobić razem z nim. Więc każdy z polityków powinien zaprezentować się godnie i powiedzieć na czym się zna, co może im od siebie zaproponować, co jest im w stanie przyobiecać. Są tacy, którzy specjalizują się w obiecywaniu i tacy którzy biorą odpowiedzialność za swoje obietnice. To buduje ich wartość.

JB: Wszyscy, którzy startują w wyborach, zawsze coś obiecują. A potem zawsze muszą się z tego wycofywać.

TB: Nie wiem, czy się ze mną zgodzisz, ale ja uważam że są dwa okresy w życiu polityka. Pierwszy burzliwy i dynamiczny, przed okresem wyborów, a drugi to taki dość rutynowy, gdzie zaczyna się prawdziwa polityka. Biorąc pod uwagę specyfikę naszego kraju, niestety, o zgrozo częściej zdarza mi się pracować na chwilę przed kampanią wyborczą, za pięć dwunasta, albo w czasie kampanii wyborczej. Rzadko kiedy moi rozmówcy mają pomysł by posłużyć się tą naszą znajomością, albo o zgrozo niestety nie wybiegają z dużym wyprzedzeniem by zaplanować, że mogę im kiedyś być potrzebna.

JB: Dlatego to nasze spotkanie kilkanaście miesięcy przed terminem wyborów mówimy o kuluarach i tajnikach tego całego przedsięwzięcia, bo tak trzeba to nazwać. Powiedz Tamara, kiedy rozpoczynać działania kampanijne? Czy można powiedzieć, że zacznę wcześniej, zastanowię się, popracuję z konsultantami, doradcami, będę mieć strategię, cele, poćwiczę – czy jest taki czas o którym możemy powiedzieć, że jeśli się w tym czasie przygotujesz, to wygrasz?

TB: Ja od jakiegoś czasu zaczęłam planować nie od początku do końca, tylko od końca do początku. To jest raczej pytanie, kiedy chciałbyś się znaleźć w parlamencie, kiedy chciałbyś zostać prezydentem? Przytoczę przykład byłego już prezydenta, pewnego światowego mocarstwa, który decyzję o tym, by zostać prezydentem podjął w szkole średniej. I zobacz z jaką determinacją i pasją godną lepszej sprawy robił wszystko krok po kroku, żeby ostatecznie przejąć ten fotel.

JB: To chodzi o Clintona?

TB: Także. Ale ostatnio popisał się taką decyzją Barack Obama. Żałuję, że nie znalazłam się w jego sztabie wyborczym, bo wówczas mogłabym się poszczycić tym, że mamy podobny sposób myślenia o polityce i podobne nastawienie do mediów. Idąc dalej odpowiadając na twoje pytanie, może się okazać, że dziś jest ten najwyższy czas w sprawie tego, czy do wyborów nasi potencjalni politycy będą szli sami z pełną świadomością ryzyk.

JB: Sami bez wsparcia zaplecza?

TB: Mówię o tych wszystkich ludziach dobrej woli, którzy oczywiście wspierają swoich kandydatów i robią to bo mają do tego kwalifikacje. Ja często pracuję w biznesie, odnoszę się do tego świata chętnie i często używam skrótów myślowych, które bardzo dobrze robią moim zdaniem na wyobraźnię. Często mówię też zarówno swoim klientom z kancelarii, jak i tym którzy pracują w biznesie – płacimy za kompetencję a nie za obecność. Wszyscy są po coś, każdy ma jakieś kompetencje – ja nie ubiegam się o największe zaszczyty w świecie polityki, choć też miałam kiedyś taki pomysł, ale wiem co mogę od siebie zaproponować. I wiem na czym polega moja wiedza, moje doświadczenie poparte bardzo konkretnymi studiami przypadków. To jest jakaś oferta. Ona podlega oczywiście wycenie. Cokolwiek nie zrobi potencjalny kandydat na burmistrza, posła czy prezydenta – będzie żałował. Zrobi to ze mną – podzieli się władzą, będzie musiał mi zaufać, ale też nigdy się nie dowie jakie mogłyby być rezultaty gdyby odmówił takiej naszej współpracy.

JB: Ci klienci przychodzą za pięć dwunasta, w ferworze walki, kiedy obrywają z prawej, z lewej?

TB: Najczęściej! Byłabym niesprawiedliwa. Jak to mówimy „mam w swojej stajni” takiego jednego młodego mężczyznę, który przyszedł do mnie sześć lat temu – przyznaję, że potraktowałam go dość protekcjonalnie kiedy powiedział, że chce być w naszym kraju za dziesięć lat szefem partii, a za 12 lat chce być premierem (mniejsza o to jakie ma poglądy polityczne). Popatrzyłam na niego – muszę go prosić o wybaczenie – i sobie pomyślałam „naprawdę”?

Patrząc na to jak jest zaangażowany w ten rozwój, ile czasu poświęca na lekturę, treningi, wyciąganie wniosków, konfrontowanie się z trudnościami – myślę sobie, że dobrze by było gdyby dopiął swego, wtedy ja mogłabym poszczycić się tą współpracą i być może przypisać sobie w części jego sukcesy. Bo my się dzielimy sprawiedliwie, oni porażki, my sukcesy.

JB: Ale ten przykład to jednostka. A reszta? Jak trwoga to do boga?

TB: Wszystkie ręce na pokład.

JB: W dzień i w nocy?

TB: Tak, to prawda, jestem człowiekiem do wynajęcia i sypiam ze słuchawką przy uchu. Bardzo często świadomość tego, że jestem dostępna jest błogosławieństwem dla moich klientów ale też często sięgają oni po ten telefon w sposób nerwowy ponieważ cena jaką płacą wynajmując ludzi takich jak my to ogromny stres i napięcie, którego mogliby sobie, ale też nam oszczędzić, gdyby to zaplanowali z wyprzedzeniem. Bo wszystko da się zrobić. Jestem głęboko przekonana, że to nie jest kwestia urzędu, stanowiska, bez urazy – rangi, tylko właściwej alokacji zasobów. Używam tego terminu żeby powiedzieć, że zasoby to nie tylko czas i pieniądze, o które najczęściej walczą kandydaci, ale przede wszystkim ludzie wspierający wewnątrz partii, ale też na zewnątrz, którzy są do wyjęcia.

Powiedziałeś o tym, że pracowałam w kampaniach samorządowych, prawdą jest też że i w kampaniach prezydenckich i z pewnym zaszczytem i dumą wspominam, że pracowałam dla ludzi o bardzo różnych poglądach politycznych. Oczywiście to nie jest dowód, że ja swoich poglądów nie posiadam, pewnie że je mam, ale uznaję za pewien rodzaj kompetencji, że potrafię być neutralna wobec deklaracji programowych i niezależna.

JB: Chcesz powiedzieć, że możesz pracować dla ludzi z prawej strony sceny politycznej, z lewej, z centrum?

TB: Tak, ponieważ wszyscy są ludźmi i potrzebują naszej pomocy.

Zapis rozmowy: www:e-babiel.com/category/podcast/

więcej: http://e-babiel.com/category/podcast/

więcej na temat kampanii wyborczych: http://www.e-babiel.com