Różnorodność zachęca nas do konfrontacji. Odrobina wszystkiego – oto recepta na kwitnący biznes. Różnorodność, radość, zdumienie, zaskoczenie, spełnienie – oto recepta na szczęśliwe życie w ogóle. Jaki jest sens prowadzenia rozmów, kiedy wszyscy ze wszystkim się zgadzają? Tam, gdzie nie ma różnicy zdań, nikt tak naprawdę nie myśli. To, że milczysz, nie znaczy, że nie masz nic do powiedzenia.
Ludzie często utożsamiają konfrontację z kłótnią, bo w codziennym doświadczaniu konfrontacje bywają nieprzyjemne. I dokładnie takie mają być. Dasz wiarę, że nie każda konfrontacja prowadzi do kryzysu i kończy się kłótnią? Że większości awantur i rozstań można byłoby zapobiec, gdyby ludzie otwarcie konfrontowali się w rozmowach? W zdrowej komunikacji konfrontacja nie zagraża relacjom międzyludzkim, często jest nawet warunkiem koniecznym do ich zbudowania.
Czy wiesz, że słowo konfrontacja pochodzi z języka łacińskiego? Gdzie „con” oznacza razem, „frons, frontis” – czoło, a „confrontatio”? To nic innego jak „zestawienie twarzą w twarz”. Pierwotnie właśnie to znaczyło – stawanie twarzą w twarz. Dziś wciąż oznacza: zestawienie poglądów, porównanie wersji wydarzeń. W języku codziennym „konfrontacja” często występuje w kontekście starcia lub awantury, dlatego psychologicznie słowo „konfrontacja” bywa odbierane jako agresywne, mimo że etymologicznie oznacza po prostu „zestawienie twarzą w twarz”.
W rozmowach nie chodzi o to, by mówić więcej, ale mniej za to bardziej. Widziałam ludzi, którzy obawiali się przestać mówić. Nawet na chwilę. Obawiali się ciszy. Mówi się, że cisza jest przeciwieństwem hałasu. Nieprawda, cisza jest tylko brakiem hałasu. Prawdziwy hałas bierze się z wielu słów wypowiadanych po nic. Słów bez treści, pustosłowia, komunikacyjnej mgły.
Nie chodzi o to, by mówić, ani o to, by przestać mówić. Chodzi o to, żeby przestać mówić mniej niż wiesz. Ograniczać się, wycofywać się, kwestionować swoje pragnienia i myśli. Chodzi o to, by mówić: nie za dużo, nie za mało, lecz w sam raz. Mówić bardziej o sobie, mniej o innych. By inni nas zobaczyli, musimy wcześniej zobaczyć sami siebie, prawda?
W konfrontowaniu nie chodzi także o to, być „szczerym za wszelką cenę”. Chodzi o to, żeby przestać być nieobecnym w relacjach, które mają znaczenie. Rozmawiać tak, żeby nie budować nieprzyjemnej atmosfery, a konfrontować się z rozmówcą, by się z nim docelowo porozumieć, a nie pokłócić i rozstać. To nie jest łatwe: być usłyszanym i zrozumianym, szczególnie jeśli
w grę wchodzą duże emocje, by szybko podjąć decyzję albo gdy brakuje czasu czy miejsca na swobodną rozmowę.
Konfrontacja wbrew pozorom nie niszczy relacji. Ona niszczy tylko te relacje, które były zbudowane na unikaniu. I właśnie dlatego ludzie jej nie chcą. Nie dlatego, że jest trudna. Tylko dlatego, że odbiera im kontrolę nad twoim milczeniem. Bo kiedy zaczynasz mówić wprost: przestajesz być przewidywalny, przestajesz być „wygodny”, przestajesz być bezpieczny dla cudzych narracji. I wtedy dzieje się coś ciekawego: niektórzy ludzie odchodzą. Nie dlatego, że jesteś trudny. Tylko dlatego, że przestajesz być łatwy do sterowania. Nie mają instrukcji obsługi ciebie, nie mają w sobie ciekawości na tyle ciekawości, by ją znaleźć.
Natura dała człowiekowi mowę nie po to, aby mógł głębiej ukrywać swe myśli. Słów można się nauczyć. Ale serca nie da się oszukać. Dlatego pomyśl zanim coś powiesz, a potem to zapisz.
A zanim pomyślisz, poczuj wszystkimi swoimi zmysłami, co jest dobre dla ciebie. Bo dobre jest to, co jest dla ciebie dobre. I tyko to się liczy.
BEZ UNIKU. O konfrontacji z prawdą i drugim człowiekiem.
Zakończenie (frag.)