Relacje. Temat, który porusza, wzrusza, spędza sen z powiek, powoduje kołatanie serca i wypieki na twarzy. Czasami nie pozwala jeść, skoncentrować się na pracy i obowiązkach. Wzbudza wahanie, przynosi wątpliwości i daje dużo niepewności. To ten moment, kiedy serce nagle zaczyna rwać się na strzępy.
W ostatnim tygodniu poprowadziłam (z dużym sukcesem jak się potem okazało) webinar dla liderów dużej firmy. Poświęcony różnorodności, był pretekstem do rozmowy o znaczeniu komunikacji ze współpracownikami, szefami, klientami. Poruszał tematy, które liderom w organizacji pozwalają obrać właściwy kierunek.
Bycie w trudnych relacjach to doświadczenie wielu z nas. Cierpimy, a mimo to trwamy w nich dalej. Spełniamy potrzeby i oczekiwania partnera, rezygnujemy ze swoich pragnień. Często nie potrafimy się ze sobą się komunikować i słuchać siebie nawzajem. Rodzą się liczne pytania: czy to oznacza, że coś ze mną nie tak? Dlaczego właściwie trwam w relacji, w której nie czuję się ważna/ ważny? Kiedy się wie, kim się jest, łatwiej być. Relacja jaką mamy sami ze sobą ma ogromny wpływ na relacje z innymi ludźmi, dlatego tak ważne jest, by się na niej skupić i obejrzeć ją ze wszystkich możliwych stron.
W mediach społecznościowych pojawiają się często głosy podkreślające, że tylko uleczenie siebie, zauważenie i przytulenie swojego wewnętrznego dziecka czy zaopiekowanie się traumami z poprzednich relacji może przynieść ukojenie. Moim zdaniem nie musimy być idealni naprawieni w każdym obszarze życia, by wejść w zdrowy i szczęśliwy związek. Pokochanie siebie nie jest warunkiem miłości innego człowieka. Jeśli nasze doświadczenie pozbawione było akceptacji, bezwarunkowości i patrzenia na siebie w pozytywnym świetle, zwyczajnie może nam być trudno odnaleźć to w pojedynkę. A w tej sytuacji bycie prawdziwie pokochanym przez drugą osobę może być doświadczeniem korygującym i pięknym początkiem miłości do siebie samego.
Zasługujesz na miłość takim, jaki jesteś, Człowieku! Z całą twoją dotychczasową historią i z tym, co masz teraz. Ważne jedynie, byś nie zaczynał z poziomu deficytu (tego mi brakuje, mam tego za mało), a z poziomu ciekawości (co mogę zrobić dla siebie, żeby żyło mi się lepiej?). Zasługujesz na relacje, na współpracę. Masz do niej prawo.
Jak się okazuje miłość lubi trójkąty. W 2006 roku Sternberg sformułował trójczynnikową teorię miłości. Według niego miłość składa się z trzech podstawowych składników: intymności, namiętności i zaangażowania. Są więc trzy cnoty miłości, z których najważniejsze jest… zaangażowanie. Oddanie oraz rozpoznanie, że kochamy swojego partnera i chcemy z nim być. Decyzja, że będziemy razem na dobre i złe. Podejmowanie ryzyka i realizowanie wspólnych planów, o których wcześniej nie myśleliśmy. Tak w niebie, jak i na ziemi. Tak samo w życiu osobistym, jak i zawodowym. Zarówno w miłości, jaki we współpracy.
Nie jest twoją rolą i odpowiedzialnością zmienianie czyichś przekonań na temat siebie, innych, świata, miłości i relacji. Nie jest twoją rolą przekonywanie kogoś, że nauczysz kogoś miłości. Nie jest twoim zdaniem zastanawianie się, czy druga osoba się boi, nie ma czasu, ma trudne doświadczenia z przeszłości i z jakiego powodu nie potrafi wejść z tobą w relację. Nie jest twoją rolą naprawianie kogoś, chodzenia na palcach i udowadnianie, że miłość jest piękna i wszystko zwycięży. Nie jest twoim zadaniem przekonywanie kogoś, że warto zbudować z tobą związek.
Twoim zadaniem jest zadbanie i zaopiekowanie się sobą w relacji. Usłyszenie i zrozumienie siebie. Dopuszczenie i zrozumienie siebie, swoich potrzeb. Tylko tyle i aż tyle. Naucz się zatem w miłości i współpracy rozpoznawać swoje emocje. To banalne, ale to fundament, bez którego nie opanujesz języka miłości, współpracy.
Nie żałuj więc umarłych, żałuj żywych, a przede wszystkim tych, którzy żyją bez miłości. Którzy sami się pozbawiają doświadczenia współpracy.
We współpracy lubilibyśmy rozmawiać z ludźmi, którzy są do nas podobni. Ale potrzebujemy ludzi, którzy się od nas różną. Jak wyglądał by świat, gdyby wszyscy byli tacy sami? Nikt nikomu nie byłby potrzebny. Co dwie głowy to nie jedna. Co dwie głowy to dwie głowy.
Przyjacielu, właśnie dlatego, że nie kochasz się sam ze sobą, współpracujesz z rożnymi od ciebie ludźmi, komunikuj wprost, jak lubisz się kochać, jak lubisz współpracować. Twoja potrzeba nie jest roszczeniem. To informacja, nie atak. Buduj relację przede wszystkim ze sobą. Ucz się konfrontowania, bo zdrowa relacja to nie brak konfrontacji. To umiejętność kłócenia się uczciwie, na argumenty tak, by nikogo nie zniszczyć.
Relacja to coś żywego, nie trwa wiecznie. Znajdź czas na rozmowę, zainteresowanie drugą osobą. Bierz odpowiedzialność za swoje schematy. Każdy ma jakieś swoje programy. Niektórzy boją się stworzyć relację z obawy przed bliskością, inni unikają odrzucenia.
Czasem we współpracy docierajmy na rozdroże i tam już zostajemy. Nie chcemy wybrać żadnej z dróg, świadomi, że błędna decyzja będzie oznaczać koniec… i że tyle jest rzeczy wartych uratowania. Ten koniec może być jednak dla nas nowym początkiem. To trudne pięknie się rozstać, ale konieczne, że się uwolnić od złudzeń. Przeszłości nie da się zmienić, ale przyszłość wygląda całkiem nieźle. Jest pełna nieskończonych możliwości.
Czasami relację, współpracę trzeba zakończyć. Osobiście robiłam to już wiele razy. Wciąż potrafię to robić. Zamykałam oczy i odchodziłam. Odkąd zobaczyłam siebie, już nie mogę siebie przestać widzieć. Są takie decyzje, których nie można przeciągać w nieskończoność. W którymś momencie po prostu trzeba pociągnąć za plaster. Boli, ale za chwilę jest już po wszystkim i czujesz ulgę. Ulga. Mimo, że boli.
A wiecie, co jest najlepszego w złamanym sercu? Tak naprawdę można je złamać tylko raz. Reszta to ledwie zadrapania. Jak możesz twierdzić, że kochasz jednego człowieka, skoro na świecie jest dziesięć tysięcy ludzi, których kochałbyś bardziej, gdybyś ich kiedyś poznał? Ale nigdy ich nie poznasz.Nigdy nie wolno nam rezygnować z poszukiwań miłości. Albo okazji do współpracy. Ten, kto przestaje szukać, przegrywa życie.