Historia mojego zaczyna się w małym miasteczku w środkowej Polsce. Kiedy je odwiedzam, czasami na ulicy napotykam znajomych. Ci ludzie są świadkami czasów, kiedy byłam „młoda, ale…”.
„Młoda, ale” znaczy oczywiście, że młoda, lecz obdarzona pewnymi cechami, których wolałabym nigdy nie mieć. A skoro wciąż je mam, to znaczy, że na próżno łudziłam się, że problemy odeszły w zapomnienie.
Po drodze wynaleziono wiele preparatów na walkę z niedoskonałościami skóry, laser rozwiązał problem mój ze wzrokiem, przynajmniej na jakiś czas. Wydawało mi się kiedyś, że moje młodzieńcze krągłości były w młodości dość harmonijnie rozłożone, ale zdjęcia z tamtej epoki pokazują, że umiejscowiły się głownie na policzkach. O moich strojach w niczym niepoprawiających mojego wyglądu, nie warto wspominać. Nie wiadomo, czy były wynikiem złego gustu, czy panującej wówczas mody. Całości dopełniały ciekawostki fryzjerskie, które z perspektywy czasu sprawiają, że oblewam się rumieńcem wstydu.
Potem nastąpił czas samorealizacji, budowanie swojego szczęścia i spełnienia. Ukształtował mnie czas. Dzięki doświadczeniom, spotkanym ludziom, stałam się sobą. Odkryłam, że można żyć tylko z ludźmi, którzy kochają nas uczuciem równie łatwym do udźwignięcia, jak silnym w odczuciu. Życie jest zbyt gorzkie, byśmy jeszcze musieli znosić nowe poddaństwo narzucone przez tych, których kochamy.
Miłość jest spotkaniem dwóch nerwic, które rozwijają się na chemicznym podglebiu umysłu i skóry. Potem miłość żyje własnym zżyciem. Podąża za fazami księżyca, ewoluuje w czasie i ulega erozji, a końcu całkowicie zamiera. Chyba, że przekształca się w coś nowego (nawet w tym samym związku). W najlepszym razie w inną formą miłości albo przyjaźni, albo czułości, zależnie od historii i możliwości każdego z partnerów.
Iść przez życie z niewłaściwą osobą to straszna rzecz. Mam najwyższe uznanie dla par, które zachowują na całe życie tego samego partnera. Przezwyciężają znużenie, trwają niezłomnie, reperują pęknięcia spowodowane liczbą lat w ich wspólnej łodzi, która sterują, żeby nie zatonęła. Jak udało im się pokonać kryzys pożądania, a także kryzys spowodowany naturalną ewolucją każdego, która popycha ludzi w odmiennych kierunkach? Jak radzą sobie z czarną dziurą nakładających się na siebie lat? Jak przezwyciężają różne skłonności i opierają się pokusom, zwłaszcza wtedy, gdy naprawdę są atrakcyjne? Na niektórych aż przyjemnie patrzeć, tak są piękni, życzliwi i jakby wieczni? W razie różnicy zdań, trzymają fason, jeśli w ogóle zdarza się im nieporozumienia.
Życie jest nie tylko formą istnienia białka, także spędzania czasu. Odkryłam, że strata ludzi, rzeczy, nadziei, zaufania wpisana są w porządek istnienia. Jest częścią życia po prostu. Nic z tym nie można zrobić, choć niektórzy próbują temu zaprzeczać. Już to, że wszyscy koncentrujemy się na tym, co chcielibyśmy mieć, nas rani. Bolesne jest także to, że nie możemy dostać tego, co chcemy otrzymać. Nie dziwi więc, że jesteśmy sfrustrowani także wtedy, gdy dostajemy nie to, co chcielibyśmy mieć. A nawet gdy już dostaniemy dokładnie to, co chcemy posiadać, też złościmy się, bo nie potrafimy zachować tego na zawsze. Ziemia jest najbardziej turbulentną planetą. A życie potrafi zaboleć.
Wierzę, że zmiana twoich myślowych nawyków to twoje (i moje) najważniejsze zadanie życiowe. Najtrudniejsza lekcja, którą wszyscy odrabiamy przez całe życie. Człowieku, nie jesteś zepsutym misiem! Jesteś misiem do rozwoju. Niech to będzie twój nowy początek.