Jak często Twoi klienci płaczą podczas sesji? W trakcie spotkania? Po jego zakończeniu? W jaki sposób coach może skłonić klienta do płaczu? I po co?

Trzeba wiedzieć w jakim towarzystwie płakać. Kiedy moi klienci płaczą, myślę z wdzięcznością, że mi zaufali, pokazali swoje czułe miejsca. Cieszę się, kiedy w tej sposób wyrażają siebie. Może pierwszy raz od dawna…

Widzieliście kiedyś, jak goi się rana powstała po zranieniu? Najpierw pojawia się ból, potem rana się zabliźnia, pojawia się strup, a na sam koniec skóra w miejscu zranienia staje się mocniejsza, powstaje blizna. Rany goją się poprzez rychłozrost, wówczas brzegi rany zostają do siebie zbliżone, zrastają się ze sobą i powstaje linijna blizna. Jest to najbardziej korzystny sposób gojenia rany. Albo przez ziarninowanie, gdy z różnych powodów nie doszło do pierwotnego zamknięcia rany. W takich przypadkach w dnie rany powstaje ziarnina, która jest podłożem do regeneracji powierzchownych warstw skóry i naskórka. Narastają one z brzegów rany na ziarninę. Takie gojenie wymaga starannej pielęgnacji i regularnych zmian opatrunków. Blizna powstała wyniku gojenia przez ziarninowanie jest dłuższa i bardziej widoczna.

Stworzenie właściwych warunków do płaczu zaczyna się od wytworzenia więzi opierającej się na zaufaniu i bezpieczeństwie umożliwiającym klientowi podzielenie się swoim problemem, niezależnie od tego, jak głęboko on tkwi. Poprzez tę więź i doświadczenie uwolnienia emocji, ludzie mogą odnaleźć części samych siebie, których bali się zrozumieć i zaakceptować. Płacz angażuje układ współczulny i przywspółczulny.

Pierwsza faza charakteryzuje się narastaniem symptomów nieprzepracowanej krzywdy, jeśli towarzyszy temu poczucie przebywania we wspierającym środowisku. Choć klient może wyglądać, jakby był rozstrojony, w głębi istnieje poczucie, że dzieje się coś istotnego. Z braku przymusu, aby ujawnić więcej niż chce, klient staje się współpracującym uczestnikiem.

Z nieustającym wsparciem od coacha, pierwsza faza osiąga psychofizjologiczny szczyt intensywności i natychmiastowo przechodzi w drugą fazę – regeneracji. Gdy to się odbywa, podwyższone odpowiedzi fizjologiczne pikują w dół i reakcje psychologiczne z pierwszej fazy – strach i/lub niepokój – zostają zastąpione przez doświadczenie na nowo bolesnego zdarzenia lub jego fragmentu tak, jakby ono odbywało się teraz. Jednocześnie klient doświadcza uwolnienia emocji.

Płacz jest więc najpotężniejszym środkiem leczniczym, jaki znam. Działa najlepiej, gdy wspiera się go szacunkiem i wrażliwą opieką.

W dobie masowości i wystandaryzowanego procesu coachingowego, musimy zawsze pamiętać, że płacz może pojawić się tylko wtedy, gdy klient czuje, że coach jest wystarczająco zainteresowany nim jako człowiekiem, a nie traktuje go jedynie jako kogoś przejawiającego objawy, które należy nazwać i wyleczyć.

A tymczasem łzów młodzi coachowie boją się najbardziej. Nie wiedzą, jak sobie z nimi poradzić. Nie radzą sobie z emocjami klientów, ale także własnymi emocjami.  Gdyby tylko wiedzieli, że łzy są rodzajem języka, podstawową, a często pierwotną formą komunikacji.

Co płacz ma wspólnego z biznesem? Wszystko. Podstawą wszystkiego, co robimy, jest otwarta i szczera komunikacja, nie tylko pomysły i dane, ale także ludzkie uczucia. Wierzymy, że uczucia mogą być jak ukryte przeszkody, które utrudniają osiąganie celów, ale jeśli je uwolnimy – stają się kluczami do współpracy i zrozumienia.

„Łzy są najbardziej istotnym, a jednocześnie najbardziej ulotnym, najbardziej oczywistym, a jednocześnie najbardziej zagadkowym dowodem naszego życia emocjonalnego” mówi Tom Lutz,profesor University of California Riverside, którego książka pod tytułem „Płacz” jest jedyną prawdziwą próbą naukowej oceny ludzkich łez. Lutz wskazuje między innymi, że ludzie są jedynymi zwierzętami, które płaczą z nie zawsze oczywistych powodów. Płacz jest jednym ze sposobów ujawniania naszych najgłębszych lęków. Daje nam możliwość zobaczenia, co się za tymi lękami kryje.

W naszej kulturze łzy uznaje się na ogół za dowód smutku i rozpaczy, mogą być one podstawą pozytywnego wzrostu. Niezależnie od tego, czy są to łzy rozpaczy czy łzy radości – są zwiastunami nadziei. Prawdziwi „twardziele” płaczą. Rycz, mała, rycz!