Twarz za parawanem.

„Paznokcie, rękaw płaszcza, buty, nogawki, zgrubienia na palcu wskazującym i kciuku, wyraz twarzy, mankiety koszuli, ruchy – każda z tych rzeczy wyraźnie świadczy o tym, czym zajmuje się dany człowiek. To nie do pomyślenia, żeby wszystko to razem wzięte nie doprowadziło kompetentnego detektywa do rozwiązania każdej sprawy.” – tak o prostocie interpretacji ludzkiej natury mówił Sherlock Holmes – bohater powieści kryminalnych sir Artura Conan Doyle’a, wydawanych z końcem wieku XIX. Holmes swoje śledztwa opierał przede wszystkim na umiejętności obserwacji i znajomości psychologii. Jednak nieliczni krytycy twierdzili dawniej, że miał jedynie „talent detektywistyczny”. Dziś wiadomo na pewno, że każdy element naszego wyglądu i zachowania, świadczy w określony sposób o naszej osobie. Współczesna trudność polega wręcz na tym, że staje się to zbyt ważne!

Specjaliści od komunikacji interpersonalnej uczą, co i jak robić, aby stać się dobrym mężem, poważanym szefem czy spektakularnym przywódcą. Chętnych na szkolenia nie brakuje. Wielu chce być jak Sherclock Holmes, który przyglądając się wnikliwie drugiej osobie był w stanie rozwikłać problem. Tylko czy to wystarczy, aby odnieść sukces? Czy wyuczone przez trenerów chwyty, pozwolą nieustannie i łatwo manipulować ludźmi, aby ostatecznie zwyciężyć? I czy faktycznie tak proste jest przybranie maski i życie wobec wyuczonych zasad?

Każdy z nas budząc się kolejnego poranka ma do wykonania dziesiątki zadań, setki razy musi podejmować rozmowy z różnymi ludźmi i tyle samo razy staje się na chwilę kimś innym, aby podołać sprawom, które niejednokrotnie wydają się niewykonalne. Szczególnie w sytuacjach, gdy coś zależy od drugiego człowieka, potrafimy założyć maskę konieczną w danym momencie. Przeciwnik, zmylony naszym zachowaniem, będzie przychylnie reagował na nasze postulaty. Maska ma się stać naszą ochroną przed ewentualnym atakiem, przed bólem nieoczekiwanie zadanym przez przeciwnika.

Taka sytuacja różni się jednak od faktu, gdy ludzie po prostu kłamią, mówią nie to, co chcą, ale to co w danej sytuacji powinno się powiedzieć. Po jakimś czasie nie potrafią już być sobą. Zakładają maski coraz częściej, bo uważają, że w ten sposób zyskają więcej. Zapominają jednak o tym, że ludzie ich obserwują, że po dłuższej konfrontacji lub dokładniejszym poznaniu doskonale wiedzą, że komunikują się z kimś, kto udaje kogoś, kim tak naprawdę nie jest.

Trudno wyeliminować pewne nieliczne różnice w naszym zachowaniu wobec kolegi, szefa czy współpracownika. Ludzie, którzy zakładają maski, tylko dla własnych korzyści, są jednak zupełnie inni. Ich chłód, bezwzględność dają się po pewnym czasie zauważyć. I choć niejednokrotnie trzeba wcielić się w Sherloca Holmes’a, można odkryć prawdę. Dlaczego tak się dzieje? W jaki sposób rozpoznajemy pozorantów? Co ich zdradza w drodze do sukcesu?

Większość ludzi posiada pewien dar. Trudno go określić. Może to po prostu intuicja, a może umiejętna obserwacja. Pewne jest jednak, że czują, gdy ktoś zachowuje się nienaturalnie. I jeśli tylko jest to jednorazowa sytuacja, potrafimy to jakoś wytłumaczyć, tymczasem, gdy zdarza się częściej, że wrażliwa i miła dama, w pracy jest wyrachowaną, niedostępną kobietą, która nie może okazać słabości wobec pracowników, bo stracą do niej szacunek, nie jesteśmy w stanie godzić się na takie zachowanie, choć tak naprawdę nie wiele możemy w tej kwestii zdziałać.

Pewien amerykański eseista Ralph Waldo Emerson, żyjący podobnie jak twórca Sherloca Holmes’a w XIX wieku, powiedział kiedyś „To kim jesteś krzyczy tak głośno, że nie słyszę co mówisz”. Niniejsze stwierdzenie wpływowego myśliciela, doskonale określa siłę ludzkiego charakteru. Pokazuje, łatwość założenia maski i jednocześnie trudność, wynikającą z opanowania zmian, jakie na własne życzenie fundujemy samym sobie.

Wcześniej wspomniany dar, jaki posiadają ludzie, pozwala im na odkrywanie prawdziwych przekonań drugiego człowieka. Autentyczny światopogląd innych ludzi oddziałuje na nas szybciej i silniej, niż jakiekolwiek słowa. Jednak niezwykłe wydaje się to, że mimo naszych starań nie jesteśmy w stanie zapanować nad tymi małymi gestami czy ruchami, które nas demaskują. Przy pierwszych spotkaniach, niewprawiony obserwator, pominie szczegóły, które mogą odkrywać prawdę. Nie będzie jednak dla niego trudnością, „zdarcie maski” po dłuższym czasie owej znajomości.

Udawanie kogoś, kim się nie jest, wydaje się więc skomplikowane. Mimo rozpowszechnianych technik kontrolowania swoich zachowań, nie jesteśmy w stanie zupełnie oszukać swoich rozmówców. Jednak mimo wszystko łatwiej jest opanować pewne postawy komunikacyjne, jeśli są one zbliżone do naszej natury, tego, co naprawdę czujemy i chcemy osiągnąć. Mamy wtedy szanse nauczyć się, jak wykorzystać drzemiący w nas potencjał – tak, aby np. za pomocą odpowiedniej mowy ciała, szybciej zbliżać się do sukcesu. Kiedy jednak są to wyuczone maniery odbiegające od naszej prawdziwej osobowości, wszelkie poczynania będą bezskuteczne, bowiem niezależnie od naszych posunięć, tak naprawdę na zewnątrz pokazujemy nasze prawdziwe „ja” i choć wydaje nam się, że je ukrywamy, dla większości ludzi jest ono doskonale widoczne. Emerson stwierdził, że pewne części naszej osobowości „krzyczą” na tyle donośnie, że zagłuszają to, co mówimy, a właściwie to, co chcemy powiedzieć. Tak właśnie odbierają naszą mowę ludzie, którzy widzą ”niewerbalną” stronę naszej komunikacji i zastanawiają się, w jakim celu nie jesteśmy sobą. Podświadomie czują, że coś jest nie tak, że pewne działania ich rozmówcy wydają się niespójne.

Ludzie, których charakter przebija się przez stwarzane pozory, są zupełnie różni i ich motywacja do takiego działania również bywa odmienna. Dlaczego to robią? Może boją się ataku, są czymś znudzeni, przestraszeni, zniechęceni. Podejmują takie działanie głównie w sytuacjach zawodowych, gdy muszą wykonywać pewne polecenie wbrew swoim przekonaniom. Łatwiej jest bowiem na podłożu rodzinnym, gdzie kwestie „udawania” można zminimalizować. Jednak nie jeden z nas musiał się zapewne grzecznie uśmiechać do nieznanej cioci w takcie imprezy, na którą został zaciągnięty siłą.

Mimo to częściej spotykamy się z tego typy zachowaniami na gruncie zawodowym. Wielokrotnie widzieliśmy menedżera, który nie do końca przekonany do przyjętej przez dyrekcję koncepcji, próbował wywołać entuzjazm i skuteczne działania u swoich podwładnych. Każdy z nas był też w podobnej sytuacji, gdy normy panujące w firmie, niespójne z przekonaniami, wywoływały początkowo bunt, ale w efekcie z pomocą „dobrej woli” były przez nas realizowane. I jak wtedy postrzegają nas ludzie? Czy podświadomość szefa wyczuwa naszą niechęć do podporządkowania się danej decyzji? Czy to w ogóle jest dla kogoś w tym miejscu ważne?

Każda firma ma swoje standardy. Jedni potrafią im sprostać i są długoletnimi pracownikami, inni po prostu wiedzą, kiedy odejść. Z reguły są to ci, którzy zakładają później własny interes. Czyżby nie chcieli, aby ich wnętrze krzyczało głośniej, niż wypowiadane przez nich słowa? Ostatnie lata pokazują, że miarą sukcesu jest odpowiednio prezentowany na zewnątrz wizerunek, zachowania oraz umiejętności czy techniki, które mają docelowo poprawiać nasze stosunki międzyludzkie. Dawno jednak zauważyłam, że to, co jest w nas; nasz temperament; nasze przekonania i wartości oraz zwykłe „bycie sobą” są fundamentem życiowej pomyślności. Nie starajmy się ukrywać tego, co tak naprawdę chcemy powiedzieć. Oczywiście nie należy mylić przedstawienia własnego zdania z brakiem kultury osobistej czy zwykłym aroganckim zachowaniem. Bądźmy jednak sobą!

Prawdziwie szczęśliwa jestem wtedy, gdy robię to, co kocham i nikt mnie do tego nie zmusza. Nie muszę udawać, że pasuje mi praca z regułami, które nie zgadzają się z moim systemem wartości. Przeszłam przez wiele firm, ale nic nie sprawia większej radości, jak działanie na własny rachunek, gdy można wszelkie decyzje podjąć samodzielnie. Należę akurat do tych, którzy muszą odejść, gdy widzą zagrożenie dla swoich przekonań. Dzieję się tak ze względu na jakąś silną niezależność charakteru, chęć robienia tego, co sprawia przyjemność, a nie męczy. Nie chcę, aby na mojej twarzy było widać ból, gdy wykonuje swoją pracę. Pragnę głośno o niej mówić i być słyszaną!

Kilka miesięcy temu angażując się w projekt, realizujący powstanie konkretnej działalności w branży, która wyglądała na bardzo obiecującą, „rzuciłam wszystko”, aby go w pełni profesjonalnie przygotować. Poświęciłam setki godzin na urzeczywistnienie planu, który docelowo miał zbudować małe przedsiębiorstwo, którym będę kierowała. Zamysł był świetny. Brakowało tylko pełnego przekonania, że tego właśnie chcę… Odwiedzając urzędy i podwykonawców, rozmawiając z ekspertami, tworząc pierwsze struktury firmy, nie byłam sobą. Za każdym razem, gdy trzeba było podjąć działanie i uzyskać pozytywny wynik, cichym głosem pytałam urzędniczkę „Czy mogę to tak zrobić?” Zwykle energiczna i pełna życia, wtedy po prostu inna. Sądziłam, że dzieję się tak bez powodu, że trudne chwile w życiu prywatnym oraz upływające lata wpływają tak na mój niegdyś trudny do okrzesania temperament. Kiedy jednak okazało się, że projekt nie zostanie zrealizowany, przemyślałam każdy swój ruch i doszłam do wniosku, że błąd popełniłam już na początku. Nie zakochałam się w swoim koncepcji, ale mimo wszystko konsekwentnie próbowałam urzeczywistniać swój plan. Gdziekolwiek nie poszłam „to, kim jestem krzyczało tak głośno, że inni nie słyszeli co mówię”. Pomysł niósł za sobą wiele ryzyka. Ludzie czuli moje obawy. Sprawy, które zwykle wykonuje szybko, tym razem trwały wiele dłużej. Brakowało mi charyzmy i siły, która zawsze towarzyszy memu życiu, gdy realizuję coś, do czego mam pełne przekonanie. Dlatego tak ważne jest, aby nie udawać nawet przed samym sobą. Ludzie wyczują inność, mimo że my uparcie twierdzimy, że jesteśmy autentyczni.

Tak przedstawione zdarzenie wydaje się trochę alternatywną perspektywą interesującego nas tematu. Stwierdzenie Emersona sięga jednak bardzo głęboko. Szczególnie istotny jest fakt, że rozpatrywanie jego myśli zależy nieco od tego, czy przychylnie patrzymy na wyższość pozorów nad mocą charakteru, czy wprost przeciwnie. Prowadzenie prawdziwie udanego życia nie jest sprawą prostą, dlatego też uciekamy się do różnych technik poprawiających komunikację – tak, aby jak najwięcej od życia uzyskać. Tylko czy manipulacja ludźmi, robienie czegoś wbrew sobie i udawanie, że potrafimy zrobić wszystko, czego oczekują od nas inni jest droga do sukcesu? Już wcześniej wspominałam, że realne szczęście to podążanie za cechami charakteru i własnymi talentami. U jednych pewne cechy widoczne są bardziej, u innych mniej. Jednak każdy z nas „promieniuje” tym, kim jest naprawdę, więc trudno oszukać otaczający świat. Ale przede wszystkim, w jakim celu okłamywać siebie?!

Sądzę, że robiąc zbyt długo coś wbrew swoim przekonaniom, popadamy w apatię. Zniechęceni mówieniem, które nie przynosi zamierzonych efektów, stajemy się sfrustrowani, coraz bardziej obojętni wobec zadań, które na początku miały chociaż poparcie naszej „dobrej woli”. U ludzi mniej odpornych na krytykę i ewentualne niepowodzenia, przewlekły stan takiej sytuacji, może doprowadzić do poważnych problemów ze zdrowiem. Nie jesteśmy w stanie, mimo najlepszych intencji, wytrzymać działań, które nie są spójne z tym, czym kierujemy się w życiu. Dlatego też szukamy wsparcia, choć ono nie jest potrzebne, bo wystarczy zmienić toksyczną pracę lub otoczenie.

Dlatego właśnie tak trudno być liderem – kimś, kto pociągnie za sobą rzeszę ludzi gotowych oddać się określonej misji. Moc przywódcy tkwi w jego przemyślanym systemie wartości oraz czynach, które popierają jego przekonania. Tylko całkowita wiara w to, co się robi, przyniesie sukces. Dzięki niej nawet najbardziej flegmatyczny człowiek, staje się charyzmatycznym i silnym rozmówcą, którego dodatkowo wspierają słowa. Każdy z nas miał prawdopodobnie sytuację, w której patrząc na innego człowieka, przekonywującego do swojego przedsięwzięcia, miał wrażenie, że nie słyszy jego słów, bo jego otwarta postawa, pewność realizacji danego planu, same w sobie namawiały do tego, aby mu zaufać i potwierdzić, że ma rację w tym co mówi. Mimo że słyszeliśmy tylko pojedyncze słowa z jego wypowiedzi, a jego pomysł wydawał się absurdalny, uznaliśmy, że odniesie sukces, bo całym sobą pokazuje, co jest dla niego ważne. W tym przypadku energia wypływająca z wnętrza, pozwoliła przekonać mu do siebie otoczenie.

A jednak mimo wszystko każde nowe środowisko, nowy klient czy nieznana grupa ludzi, to wyzwanie dla „bycia sobą”, bo co wtedy, gdy nieautentyczna postawa uruchamiana jest podświadomie w reakcji na stres, czy niepożądaną sytuację? Przecież człowiek nie jest tym, na jakiego wówczas wygląda. Nie zachowuje się naturalnie, bo stoi przed nieznanym. Ale czy taką sytuację można uznać za interpretację słów Emersona? Czy siła charakteru jest w stanie wygrać z pozorami, które wywołuje zdenerwowanie?

Odpowiedzią na tak zadane pytania wydają się słowa Stephana Covey’a opublikowane w 7 nawyków skutecznego działania: „(…) Wielu ludziom posiadającym wielkość wtórną – społeczne uznanie dla ich zdolności – brakuje wielkości pierwotnej, czyli dobrego charakteru (…) Naturalnie bywają też sytuacje, w których ludziom o silnym charakterze brakuje umiejętności komunikowania się, co bez wątpienia wpływa na ich stosunki z ludźmi. Jednak to ciągle wpływ wtórny”. Różnorodność powodów takich zachowań nie jest tematem niniejszej pracy, ale niewątpliwie są one głębią słów Emersona. Podstawą tematu jest zastanawiający fakt, dlaczego ludzie bardziej lub mniej świadomie ukrywają się pod różnymi maskami. Niektórzy twierdzą, że bycie sobą jest najlepszą formą radzenia sobie z własnym kamuflażem lub maskami innych. Szczery człowiek budzi zaufanie. Mówi, rusza się i uśmiecha naturalnie, dzięki czemu przekonuje do siebie swych rozmówców. Choć niejednokrotnie bywa na początku spięty, zakłopotany, z czasem staje się całkowicie zwyczajny, bezpośredni, swobodny. Wielu ludzi mówi wtedy: „Nie wiem, co jest w tym człowieku, ale wystarczy, abym się przed nim otworzył…”. Ci ludzie są później zwykle naszymi sprzymierzeńcami, kimś, komu bezgranicznie ufamy, ponieważ znamy ich charakter. Ostatecznie potwierdza to więc regułę Emersona, że to, kim jesteśmy, wyraża dużo więcej niż cokolwiek, co mówimy lub czynimy.

S. R. Covey, Pierwotna i wtórna wielkość [w:] 7 nawyków skutecznego działania, Poznań 2007, s. 19.

Jeżeli chcesz się ze mną skontaktować w sprawie warsztatów i szkoleń, proszę napisz do mnie. Proszę o kontakt mailowy także w sprawie indywidualnych sesji coachingowych.